A czy nie chodzi o to, że radość zniknęła wraz ze standaryzacją? Dzisiaj komputer to jest x86, Windows - włączamy, wchodzimy na www sex cofnij... instalujemy programy użytkowe i zarabiamy grube pieniądze, albo marnujemy czas grając w gry, gdzie nie ma ani pikometra na wyobraźnię.
Nie ma co pisać w asemblerze, bo kolega z ławki właśnie napisał dużo lepszy program w Visual Basic czy innym C#. Jak coś nie działa to oddajemy komputer do serwisu. Gdzie w tym klimat?
Kiedyś było inaczej na wszystkich platformach - człowiek musiał mieć jakąś wiedzę, jak już ją miał to był głodny i sięgał po więcej - i w końcu nawet nie patrzył na zegarek tylko siedział kolejną dobę nad listą przerwań, czy opisem chipsetu graficznego albo Gravisa. :P
Ja myślę, że w tej chwili taką radość i zżycie z komputerem można osiągnąć, ale nie w tym stopniu, np. grzebiąc się w linuksach, reaktosach, haikach... Ale to już chyba nie dla nas, bo pamiętamy, że parę lat temu taka wiedza wystarczała do poznania całego systemu, a teraz poznamy kilka modeli układu i tu się nasza wiedza skończy.
A i tak w pewnym momencie natkniemy się na to, że nie zaprogramujemy układu bez klucza szyfrującego od producenta - czy ktoś by kiedyś wpadł na to, że kupując sprzęt nie jesteśmy jego właścicielami i możemy robić tylko to na co producent łaskawie pozwolił?
Ech... i cały post tylko po to, żeby dojść do tego, że żyjemy w matriksie. :( Dół na dobry początek dnia.